Produkujemy na masę

33

Świat pędzi do przodu w zawrotnym tempie. Konsumpcja dóbr z miesiąca na miesiąc rośnie i trzeba jakoś za nią nadążać, dlatego każdy, kto może, produkuje, by ktoś inny mógł to kupić i konsumować.

Masowa produkcja jest więc, jak widać, nieunikniona. Przecież trzeba nakarmić te wiecznie głodne gardła, napełnić szybko opróżniające się kufle, uzupełnić szybko wyprzedający się asortyment sklepów odzieżowych, sportowych, spożywczych i wszystkich innych. Wyrób każdego przedmiotu z osobna nie da nam tylu korzyści, ile masowa produkcja. Tutaj nie trzeba dłubać tydzień w drewnie, żeby wyrzeźbić zabawkę dla dziecka. Programujemy maszyny w fabryce, lejemy plastik i po minucie figurka żabki czy żołnierzyka jest już gotowa, by wrzucić ją do promocyjnej paczki czipsów. Jeśli już o nich mowa, one też są produkowane w ogromnych ilościach. Masowa produkcja nie pozwala na zadumę nad każdym kolejnym odkrajanym cieniutko plasterkiem ziemniaka. A szkoda, bo to naprawdę fascynujące przeżycie. Kroi się ziemniaki bardzo dokładnie, najcieniej jak to możliwe za pomocą noża. Każdy przyszły czips jest dokładnie zapamiętany – jego kształt, grubość itd. Jakaż jest potem radość, gdy po usmażeniu odnajdujemy swoich faworytów! Cóż jednak przeżywa pracownik zakładu produkującego czipsy, którego domeną jest masowa produkcja? Nic nie przeżywa. Wrzuca wiadro ziemniaków do maszyny, a na końcu linii produkcyjnej odbiera gotowe paczki chrupiącej przekąski. To pozbawianie ludzi radości z małych rzeczy. Patrząc z innej strony, taki robotnik chyba woli nie przeżywać wzniosłych emocji, jeśli ma do wyboru metafizyczne przeżycia albo pracę, z której się utrzyma. Szarą rzeczywistością rządzi masowa produkcja. Wystarczy przejść się po sklepach. Wszędzie to samo, albo podobne rzeczy. Jeśli coś jest w modzie, natychmiast cały świat zaczyna to produkować, by zarobić jak najwięcej, zanim moda się skończy i ludziom zacznie podobać się co innego. Ilość niestety nijak się ma do jakości – ubrania sprzedawane w popularnych sieciówkach bywają nietrwałe, mechacą się, kolory blakną. Masowa produkcja wyrobów garmażeryjnych to podobny dramat jak z czipsami. Zimne, maszynowo nadziewane przez bezduszne urządzenia pierogi nijak nie zastąpią wspaniałych wyrobów babuni, która troskliwie lepi każdy pieróg i wypełnia go pieczołowicie przyrządzonym mięsem czy serem, a podając, polewa tłuszczykiem ze skwarkami lub domową śmietanką. Przy pierogach, naleśnikach czy pyzach z dużego zakładu, jesteśmy skazani na odgrzewanie w mikrofalówce. Czasem okazuje się, że w kwestii smaku i tak niewiele to pomaga. Nie ulega wątpliwości, że masowa produkcja coś nam zabiera, ale może w zamian coś daje? Oprócz wspomnianej wypłaty pracownika fabryki czipsów, są też inne korzyści. Jeśli mamy swój ulubiony produkt, jest małe ryzyko że którymś razem okaże się jakiś inny, gorszy, na przykład nasze ulubione pierogi z garmażerki zawsze będą tak samo słone, a babci może się zdarzyć sypnąć solą mniej lub bardziej, i to już nie będzie to samo. Trzeba przyznać, że akurat w tej kwestii masowa produkcja jest lepsza od tej detalicznej.

Powiązane z tematem